Karma wraca, czyli czkawka po książkach

Jak co miesiąc zapraszam Was na gościnny wpis. Tym razem mam przyjemność gościć Macieja, którego możecie kojarzyć z bloga Maciej Wojas. 🙂 Posłuchajcie o jego historii z pisaniem. 🙂


Nigdy nie marzyłem o pisaniu. To nie był mój pomysł na życie. Pisarstwo nie było nawet na końcu rezerwowej listy rzeczy, które chciałbym robić, kiedy dorosnę. A jednak stało się.

Od pięciu lat jestem copywriterem. Zachęcam swoimi tekstami do zakupu różnych towarów.

Jak to się zaczęło? Zupełnie przypadkowo (to słowo pojawi się jeszcze kilka razy w tym tekście, zresztą zupełnie nieprzypadkowo). Grubo po trzydziestce zgłosiłem się do jednej z agencji reklamowych na stanowisko juniora od spraw SEO. Okazało się, że mam zadatki na kogoś więcej niż na klepacza śmieciowych tekstów do katalogów stron.

I kiedy pomyślałem, że w końcu złapałem Pana Boga za nogi – agencja zbankrutowała.

Nie dość, że padła, to nie wypłaciła zaległych pensji. Musiałem szukać klientów na własną rękę. Szybko zdałem sobie sprawę, że pcham się do jednej z najbardziej zatłoczonych branż w Polsce. Bardzo długo zarobki były bardziej niż marne. Codziennie chciałem tym pieprznąć i zająć się czymś normalnym.

Bo to naprawdę to nie jest łatwy kawałek chleba. Dopiero po setkach, a właściwie tysiącach godzin pisania doszedłem do momentu, w którym nie muszę przeglądać ofert pracy.

Teraz to oferty przeglądają mnie. 🙂

Przypadki chodzą po ludziach

Kompletnie nie znam się na planowaniu kariery. Czasami trochę zazdroszczę tym, którzy mają precyzyjnie rozpisany plan działania na wiele lat do przodu. Wstając rano, nie wiem, co będzie wieczorem. Moja kariera to ciąg przypadków, zbiegów okoliczności i niewyjaśnionych interwencji z góry.

Zanim trafiłem do pierwszej agencji reklamowej, pracowałem w antykwariacie. Opisywałem stan techniczny książek plus wstawiałem informacje o ich treści. Nigdy nie widziałem tylu rodzajów pleśni, grzybów i innych szkaradziejstw żyjących sobie na kartkach papieru i w zgniłych okładkach.  To tam nabawiłem się „alergii” na książki. 🙂 Po całym dniu spędzanym w ich towarzystwie, miałem serdecznie dosyć ich widoku. Zacząłem się rozglądać za inną pracą. Przypadkiem znalazłem ogłoszenie wspomnianej już wcześniej agencji reklamowej.

W 2013 roku wystartowałem w konkursie Polskiego Radia na słuchowisko. Zabrałem się za pisanie scenariusza o 3 rano, ostatniego dnia zgłoszeń. Totalnie na wariata. Zdobyłem nagrodę. W ten sposób zostałem scenarzystą, choć nie miałem wówczas pojęcia, czym to się je. Tę strategię stosuję (z sukcesami) do dzisiaj. I to był przypadek numer dwa. A trzecia rzecz (z długiej listy niewyjaśnionych zdarzeń) nazywa się maciejwojtas.pl.

A gdyby tak odpalić bloga?

Rok temu ktoś poprosił mnie o pomoc w wyjaśnieniu jakiegoś zagadnienia związanego z pisaniem. Ułożyłem z tych informacji artykuł “10 sposobów na wywołanie opadu szczęki u czytelnika” i wrzuciłem go na swoją stronę. Tak powstał mój blog. Prawda, że przypadkowo? Co prawda nie zarobiłem na nim ani złotówki (w bezpośredni sposób), ale jest on żywą reklamą moich pisarskich umiejętności.

Żeby nie było tak słodko…

To, że dzięki blogowi stałem się rozpoznawalnym copywriterem nie oznacza, że jest mi łatwiej walczyć o zlecenia. Powiedziałbym nawet, że wielu potencjalnych klientów to… odstrasza. Ludzie wyobrażają sobie, że po drugiej stronie formularza siedzi nie wiadomo kto. Skąd to wiem? Sami mi o tym piszą.

Życie jest przewrotne, ale właśnie za to je lubię

Zaczęło się od alergii na wszystko co zadrukowane literami, a kończy na marzeniu o wydaniu własnej książki. Tak, nad tym właśnie teraz pracuję. Chcę wydać książkę dla dzieci, jakiej jeszcze nie było. Będzie to połączenie klasycznej bajki z (ale tego na razie nie będę zdradzał).

Wnioski końcowe

1) To czego nie lubimy – lubi nas i z dużym prawdopodobieństwem nas dopadnie. Tak jak mnie dorwały książki.

2) To z czego się śmiejemy – wróci do nas na sto procent. Dlatego od jakiegoś czasu śmieję się wyłącznie z milionerów i wizjonerów. Na przykład z Elona Muska.

3) Pytanie do publiczności: Czy drobiazgowe planowanie kariery nie jest zamykaniem się na nieprzewidziane wypadki? Czy nie przypomina poszukiwania „tej jedynej”, która będzie miała xxx cm wzrostu, niebieskie oczy, blond włosy i będzie spod znaku czegoś tam?

  • Wnioski końcowe w punkt! 🙂 Trzeba uważać na to z czego się śmiejemy 😉 Rzeczywiście, coraz częściej mam poczucie, że planowanie kariery w dobie XXI wieku. gdy jesteśmy zmuszani do zmieniania branż (nie pracy!) 7 razy w trakcie całego życia to bezsens. Grunt to iść w kierunku, który jest dla nas wartościowy – to co nas lubi, przypełznie samo ;))

  • A ja zawsze marzyłam o pisaniu i od dzieciństwa chciałam zostać pisarką, no i zostałam 😉